Odliczanie do rewolty

Odliczanie do rewolty

Dodano
Subotnik Ziemkiewicza

Żelaznym punktem lewicowej narracji było zawsze coś, co nazwałbym „seksualnym determinizmem”. To znaczy: człowiek po prostu musi sobie ulżyć, i już. Tłumienie zachceń i fanaberii człowiekowi szkodzi, a już o tłumieniu potrzeb seksualnych jako takich w ogóle nie ma mowy, to niemożliwe, a wszelkie apele  w tym kierunku – nieludzkie.

Zawsze był to niezwykle poręczny retoryczny cep do okładania katolików, insynuowania im frustracji, niewyżycia oraz innych psychologicznych problemów, i do wyszydzania księży.

Tymczasem przyjmując w ubiegłym roku milion młodych, samotnych mężczyzn z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu zupełnie jakoś włodarze Niemiec i Europy nie pomyśleli o tym drobiazgu, że taka kupa chłopa, zwłaszcza gdy się już ich na koszt europejskiego podatnika odkarmi i „zabezpieczy” najpilniejsze sprawy, będzie szukać jakiegoś sposobu ulżenia sobie, i znajdzie tylko jeden – użyć miejscowych kobiet. Jeśli nie będą chciały po dobroci – to je zmusić. Co jest tym bardziej oczywiste, że wszyscy ci „uchodźcy”, w większości analfabeci, pochodzący ze świata bardzo prymitywnego, bezwzględnego i brutalnego, mają kulturowo wdrukowane zupełnie inne od naszego wyobrażenie o kobietach, w którym doskonale mieści się bicie ich pięściami po twarzach, gwałcenie oraz rabowanie. Zwłaszcza, jeśli nie są to żony ani krewne żadnego współbrata w wierze, a na dodatek ubierają się i zachowują w sposób dla imigrantów prowokujący.

Zdumiewające, ale europejska oligarchia, witając radośnie napływ masy imigrantów, w którym dostrzegła szanse na zmiażdżenie samodzielności państw narodowych i rozbicie do reszty struktur społecznych, stawiających opór jej władzy, nie wzięła zupełnie pod uwagę tego drobiazgu. Tak jakby uznano, że wystarczy milionowi uchodźców powiedzieć „weźcie na wstrzymanie” – i w ich wypadku to, co wyszydza się od dziesięcioleci jako katolicki absurd, dokona się siłą woli.

Oczywiście, Europa zignorowała nie tylko ten związany z imigrantami problem – zignorowała wszystkie możliwe problemy, urągając wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi. Nawet coś tak oczywistego, jak zagrożenie epidemiologiczne, które niesie ze sobą przemieszczanie tak olbrzymich mas ludzkich – pamiętamy jeszcze chyba, jak hejt rozpętano za kilka oczywistych słów Kaczyńskiego. Różne są opinie co do przyczyn tego szaleństwa, ja, jak już pisałem, nie wierzę w utratę przez frau kanzlerin oraz jej Junckerów i Schultzów rozumu, sądzę, że niemieckie „zaproszenie” było próbą powtórzenia na skalę całej Europy tego, co Olof Palme zrobił swego czasu ze Szwecją – próbą tyleż perfidną, co nieudolną, bo jak widać cała operacja wymknęła się spod kontroli.

W każdym razie pozostaje teraz albo każdego wpuszczanego imigranta kastrować jakimiś zastrzykami czy wojskową kawą-brombatką, na co raczej się nikt nie zdecyduje, albo szybko pozwolić im sprowadzić z domu milion kobiet z paroma milionami dzieciaków, co też może się nie udać, albo wyasygnować odpowiednie pieniądze na urządzenie przy ośrodkach dla uchodźców obozowych „pufów” – co wydaje się najrozsądniejsze, zwłaszcza że Niemcy mają tu stare doświadczenia, ale idę o zakład, że i to się okaże organizacyjnie zbyt trudne.

Przewiduję więc wariant najmniej pociągający, ale najłatwiejszy: Europa pokrzyczy, pokrzyczy u pogodzi się z przemocą seksualną ze strony imigrantów jako stałym elementem codziennego życia. Zresztą nie tylko seksualną. Na razie przybysze, we własnym mniemaniu, nie okazywali przecież gniewu ani agresji, tylko się zwyczajnie zabawiali. Ale poczucie siły i bezkarności już mają (ta bezradna policja, najnormalniej w świecie bojąca się interweniować…), a niebawem pojawi się poczucie krzywdy. Tym większe, im więcej pieniędzy Europa wyda na imigrantów i im bardziej będzie się starała zaspokoić ich potrzeby. Jeśli ktoś tej przepowiedni nie wierzy, niech raczy się zapoznać z historią socjalnych „gett” w USA i na zachodzie Europy. Akurat z „mentalnością roszczeniową” całych branych na garnuszek społeczeństwa grup etnicznych ma Zachód wielkie doświadczenie, tyle, że na mocy poprawności politycznej intensywnie wypiera je ze świadomości.

Szybkie pytanie: o ile mniej imigrantów dociera obecnie do Europy w porównaniu z październikiem-listopadem, o ilu mniej tonie w Morzu Śródziemnym? Odpowiedź: nic nie mniej, zima jest łagodna, nadal nikt nie przeszkadza, więc ruch jest mniej więcej taki sam. Więc dlaczego wtedy tym żyliśmy, a dziś w żadnym dzienniku, żadnej gazecie ani dudu? No bo ile można. W Syrii też się wciąż biją, w Egipcie też spokoju nie ma, no ale ile można o tym słuchać i czytać?

I tak samo będzie z gwałceniem. Na razie, skoro zmowa milczenia mediów pękła, to jakaś sensacja, ale szybko spowszednieje. Może temat wróci przy pierwszych ofiarach śmiertelnych, gdy już od wesołej, sylwestrowej zabawy przejdą „uchodźcy” do poważniejszego rozliczenia z perfidnymi białasami, którzy najpierw sami ich zaprosili i obiecywali gościnę, a teraz szykanują – ale za każdym razem będzie skutecznie wyciszany.

Media zachodnie są bowiem wciąż te same i pozostaną te same. Fakt, że wielkiego sylwestrowego macania, rabowania i gwałcenia akurat im się nie udało skutecznie zatachlować bynajmniej nie oznacza, że nie będą tego robić dalej. U nas też sprawa „goleni” Kwaśniewskiego po kilku dniach jednak wyszła na jaw i wywołała krótkotrwałe poruszenie, a co to zmieniło? Wystarczy przypomnieć szczelność medialnej osłony Komorowskiego, z wyciszeniem jego przesłuchania na czele.

Postawiłem kiedyś taką tezę, że wbrew potocznemu oglądowi nie jest wcale tak, że jesteśmy na niższym poziomie niż kraje „starej Unii” bo gonimy te „starą unię” w rozwoju i nie możemy jej dogonić. Odwrotnie – wyprzedzamy ją w upadku. Bo ona spada z dużo większej wysokości.

W pewnych dziedzinach jest tak na pewno. Ta rewolucja, utrata zaufania do elit i ich odrzucenie, które wyrazem były u nas sukcesy Dudy i Kukiza oraz ich partii, a na Węgrzech hegemonia Fideszu i Jobbiku, tam dopiero nadchodzi. Niemcy za sprawą kłamstw o uchodźcach przeżywają dziś ten szok, co Polacy podczas przesłuchań „komisji Rywinowskiej”. Co znaczy, że za jakiś czas pewnie i tamtejszym „lepiej ustawionym” nie pozostanie nic innego, niż mobilizować miejscowych idiotów do obrony „demokracji” w ogóle, a w szczególności tej „niezależności” mediów, która pozwala cenzurować nawet tak bulwersujące wydarzenia, jak wielkie sylwestrowe macanie w Kolonii czy masowe rabowanie ciężarówek i turystów w Calais.

/ atr

Czytaj także

 0

Czytaj także