Subotnik ZiemkiewiczaKto za tym stoi, komu to służy

Kto za tym stoi, komu to służy

Dodano
SUBOTNIK ZIEMKIEWICZA

Nawet najbardziej zajadły leming, gdyby kierował się rozumem, przyznać musi, że rządy PiS są dla Polski w tej chwili co najmniej najmniejszym złem. Jeśli nie z innych powodów, to choćby dlatego, że PiS znajduje się pod tak mocnym ostrzałem mediów, że nawet gdyby chciał pozwalać sobie na takie przewały jak PO z PSL-em, zwyczajnie nie może.

Proszę bardzo, przypomnijmy sobie falę oburzenia, jaka przetoczyła się przez media w związku z niezgodnym z prawem obdarowaniem pana Misiewicza posadami w paru spółkach. Za poprzednich rządów niszowy „Puls Biznesu” opublikował dwie, jak je nazwał, „listy hańby” – PO i PSL. Wymieniono na  nich z imienia, nazwiska i nazw spółek setki pociotów, partyjnych kolesiów, szwagrów, kuzynów i nałożnic sprawujących z nominacji tych partii intratne funkcje, do sprawowania których nie mieli elementarnych kwalifikacji i nie spełniali podstawowych stawianych przez przepisy wymogów. Proszę sprawdzić, obie listy są wciąż dostępne w sieci. Wszystko, co udało się pracowicie zgromadzić lewicowo-liberalnej opozycji pod hasztagiem „misiewicze” to przy tych listach pikuś.

I co? Nic właśnie. Żadne „wiodące” medium nie raczyło sprawy zauważyć. Zanadto były skupione na przestrzeganiu przed dojściem do władzy PiS i straszeniem, że jeśli się to stanie, to będzie „średniowiecze”, wszystkim każą chodzić na pielgrzymki i Unia przestanie dawać dotacje a krowy mleko.

Daleki jestem od tego, by bronić PiS argumentem „a tamci nie  byli lepsi”, stwierdzam tylko fakt, że obecnie rządząca partia, kiedy uda się ją na czymś przyłapać, zmuszona jest reagować – nie tylko w tej sprawie. Nad sitwą PO-PSLu natomiast tzw. elity, szczególnie te opiniotwórcze, rozpinały tak szczelny parasol ochronny, że władza mogła się świnić, kraść i korumpować do woli, o wyprzedawaniu polskich interesów narodowych już nie wspominając. Gdyby, parafrazując Adama Michnika, Komorowski albo inny platformers przejechał po pijanemu ciężarną zakonnicę na pasach, większa część społeczeństwa, ta, która cała wiedzę o świecie czerpie z telewizji, a i w niej ogląda tylko programy w rodzaju „Taniec z gwiazdami”,  w ogóle by się o tym nie dowiedziała, co najwyżej obiłby się jej o uszy jakiś żart o czarnych czy „pingwinach”, czepiających się nie wiedzieć czemu naszego poczciwego wąsacza. A przed tymi zainteresowanymi polityką przewinąłby się korowód autorytetów, na różne głosy, ale w pełnej harmonii śpiewających tę samą chóralną pieśń, że zakonnice się puszczają, szwendają bez sensu po pasach, włażą porządnym ludziom pod koła, i w ogóle „po cholerę toto żyje”.

Hitem internetu stał się artykuł Sławomira Sierakowskiego dla „Polityki”, w którym wciąż świetnie się zapowiadający młody kandydat na odnowiciela lewicy daje wyraz dusznym rozterkom, czy „Gazeta Wyborcza” powinna była ujawniać „aferę reprywatyzacyjną” w Warszawie. Bo niby ze złodziejstwem należałoby walczyć, ale w ten sposób wyborcza uderzyła w „obóz demokratyczny” (nawiasem, ciekawe jest to powszechne wśród obrońców III RP sięganie do nazwy „obóz demokratyczny”, którą kiedyś określała się PPR ze swymi satelitami; jeszcze jeden powrót do korzeni). Sam fakt, że można takie rozterki mieć, bez względu na to, jak sobie z nimi Sierakowski radzi, kompletnie obnaża i jego, i tygodnik, który taki tekst drukuje. Jak widać, nic się nie zmieniło – prawda prawdą, ale najważniejsze, kto za tym stoi i komu to służy.

A przecież proceder handlu roszczeniami to nie tylko abstrakcyjne dla przeciętnego człowieka straty dla budżetu i skarbu państwa. To nie tylko likwidowane czy przenoszone żłobki i szpitale. To przecież przede wszystkim – przepraszam, że tak może naiwnie to zabrzmi – straszna krzywda ludzka. To sprzedane wraz z lokatorami, często starymi i biednymi, mieszkania komunalne, to brudna robota „czyścicieli kamienic”, to dokonany przez nich ohydny mord na Jolancie Brzeskiej. Lewicowy ideolog-odnowiciel i lewicowy tygodnik zdają się mieć takie rzeczy głęboko. To nie jest wyjątek, to reguła na współczesnej, kawiorowo-rozporkowej lewicy (wyjątkiem jest chyba tylko Ikonowicz, który coś rzeczywiście stara się dla ludzi potrzebujących robić). Dowodem wściekłość, jaką budzi w liberalno-postępowych elitach program 500+ i to, że obdarowana zasiłkiem hołota odmawia tyrania przy ich obsłudze za marne grosze. A wcześniej – kto pamięta jeszcze? – te celebryckie kpiny z „głodnych dzieci Dudy”. Czerwony sztandar dzierżą dziś szczwani i amoralni adwokaci, którzy wiedzą, jak kroić z kasy frajerów, skorumpowani przez nich sędziowie, nomenklaturowi biznesmeni o mentalności dziedziców. No i panie celebryki, będące, na przykład, za jednym zamachem twarzami sklepów dyskontowych i aborcji, albo zatroskane, że przez katolickich fundamentalistów i ich zakaz skrobanek mnożyć się będą kaleki i bękarty.

A skoro już przy tym jesteśmy – na koniec pochwalę się pewnym sukcesem. Otóż zamieściłem na interii.pl felieton pt. „Tęczowe pęknięcie”; kto nie czytał, zachęcam, żeby natychmiast wyguglał. Zareagowało na nie kilkanaście stowarzyszeń o cudacznych nazwach, ogłaszając list, w którym najpierw nazywają mój tekst „stekiem homofobicznych kłamstw”, a w następnym  akapicie, chyba tego nie zauważając, oznajmiają, że medycyna potwierdza to, co jest niby moim „kłamstwem” – że homoseksualizm ma m.in. przyczyny społeczne. Co nie przeszkadza im straszyć wydawców, że publikowaniem takich tekstów jak mój i używaniem słowa „pederastia” mój felieton „przyczynia się do dyskryminacji osób homoseksualnych”.

Wszystko oczywiście bez jakiegokolwiek konkretnego zarzutu i argumentu, poza zapewnieniem, że: „Mimo zróżnicowanych podejść do przyczyn powstawania orientacji seksualnej i czym ona tak naprawdę jest, największe gremia psychologiczne, w tym Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, Światowa Organizacja Zdrowia, Polskie Towarzystwo Seksuologiczne są zgodne, że są one równorzędnymi opcjami ludzkiej seksualności.” Pomijam, że z pokręconej składni tego zdania wynika, iż równorzędnymi opcjami seksualności są wspomniane organizacje, cały list pisany jest równie pokracznym stylem – o co właściwie homoaktywistom chodzi? Ano nie o to, że napisałem coś fałszywego czy obelżywego (wtedy wszak mogli by wejść na drogę sądową), ani coś wątpliwego (bo wtedy mogliby polemizować) tylko, wręcz przeciwnie, coś prawdziwego i nieodpartego. I dlatego usiłują nastraszyć wydawców, żeby takich tekstów, wobec których ich propaganda jest bezsilna, nie publikowali. Niewątpliwie przyświeca im sukces, jaki kiedyś odniosło lobby żydowskie w starciu z miesięcznikiem „Forbes” – gdy opublikowano tam tekst o przekrętach w polskiej gminie żydowskiej, tekst, w którym nikt nawet nie próbował podważać żadnego z opisanych świństw, nasi Żydzi odwołali się do patronów z USA, a ci załatwili, że autor tekstu i redaktor naczelny wylecieli, a gazeta złożyła uniżone, acz niekonkretne przeprosiny za rzekomy antysemitym. No, ale z całym szacunkiem dla 19 podpisanych pod koszmarkowatym listem w mojej sprawie organizacji, do wpływów tamtego lobby im daleko.

Ale odnotujmy to jako rzecz charakterystyczną. Prawda, nieprawda – grunt, kto za tym stoi i komu to służy. Znam, znam.

 0

Czytaj także