Bal maskowy

Dodano
Subotnik Ziemkiewicza

Pisałem już kiedyś, że gdyby można było zamówić u Chińczyków tanią podróbkę „starego prawego Polaka” to przysłaliby nam Bronisława Komorowskiego. Po wczorajszych obchodach podtrzymuje to w całej pełni. Pan prezydent znalazł gdzieś w kącie szuflady stare przemówienie śp. Lecha Kaczyńskiego i wyrecytował je poprawnie, tak, jakby przez całe życie nic innego nie mówił, tylko że Ojczyzny trzeba bronić, a zwłaszcza przed Ruskimi, że w rocznicę Bitwy Warszawskiej cześć należy się obrońcom a nie najeźdźcom, że w ogóle patriotyzm jest OK i jedynymi godnymi czci symbolami Polski powinny być barwy biało-czerwone, a nie majtkowy róż, i orzeł biały, a nie wyrób czekoladopodobny czy bociek.

Trudno nie mieć poczucia absurdu i bezczelnej hucpy. Medialna klaka jakoś nie narzekałą tym razem, że prezydent wygadywał same patriotyczne ponuractwa, że trzeba inaczej, założyć różowe jaruzelki, pokazać, że Polacy potrafią się bawić, że żyją przyszłością a nie przeszłością, są fajni i w ogóle. Politycy PO, którzy prezydencką defiladę w 2007 wyszydzali jako „kieszonkowy pokaz pisowskiego patriotyzmu”, nagle popadli w patriotyczne uniesienie, ich medialne lizusy, które wywodziły wtedy, że patriotyzm to to samo co rasizm, atawizm z czasów wojen plemiennych, który trzeba zwalczać, tokowały z zachwytem o obchodach i licznych w nim udziale warszawiaków…

„Nu, pan się narodowo bałamuci” – jak to mówił Żyd w „Weselu”. – „Panu wolno…”

Siedzę akurat nad kolejną książką, w której istotnym wątkiem będzie gomułkowsko-moczarowska próba zbudowania „patriotycznej” narracji Polski Ludowej. Szczególnym punktem były tu obchody tysiąclecia państwa polskiego w 1966. Jakąż wtedy czerwoni urządzili piękną defiladę – ta wczorajsza ani się umywa. A ileż się ukazało wtedy krzepiącej, patriotycznej literatury. Pamiętam z dzieciństwa – „Ilustrowana Kronika Polaków” z pięknymi ilustracjami Szymona Kobylińskiego, antologia dzieł literackich opiewających tysiąc lat walk „o wyzwolenie narodowe i społeczne” „Przez stulecia”, gorliwie broniące wybranych wydarzeń z polskiej historii eseje pułkownika Załuskiego, partyzanckie oratorium „Dziś do ciebie przyśc nie mogę”, nie wspominając o czterech pancernych, Lenino i Studziankach. Stary internacjonał Moczar, który dziesięć lat wcześniej uczył młode kadry, że „dla nas partyjniaków jedyną ojczyzną jest Związek Radziecki” stał się nagle „prawdziwym Polakiem” i patriotą – wszystko w duchu, nu, charaszo, z tym internacjonalizmem nie wyszło, nikt tego nie kupił, to będziemy Polacy-patrioci – byle nikt nie kwestionował przewodniej roli Partii i niepodważalnych sojuszy.

„Jeszcze cię dzisiaj chwytają wymioty, gdy sobie tamte przypomnisz bełkoty” – chce się sparafrazować słowa poety. A przypominam je sobie z cała jaskrawością, bo równie wierzę w szczerość nagłych patriotycznych uniesień prezydenckich totumfackich czy „Gazety Wyborczej”, jak w deklarowaną miłość do Polski przywódców PZPR.

Bo za gadaniem nie widać jakoś żadnych konkretów. Nie widać starań o obronę interesów Polski w Unii – przeciwnie, trwa żałosne rozpłaszczenie i gorliwe wypełnianie wszelkich nadesłanych z zachodnich stolic sugestii. Nie padło ani słowo rozrachunku z polityką nadskakiwania Putinowi i kadzenia mu, prowadzoną przez tę ekipę i tego prezydenta. Nie wymamrotano ani jednego przepraszam za wszystkie podłe obelgi, które na polski patriotyzm i jego obrońców rzucali funkcjonariusze Partii w czasach, gdy wierzyli, że nieuchronną przyszłością i wyrokiem historii jest totalne ześwinienie polactwa wedle wzorców Urbana i Palikota, a ludzie poważnie traktujący narodowe dziedzictwo „wymrą jak dinozaury".

Najwyraźniej rządzący wciąż wierzą, że z Polakami można zrobić wszystko, że frajerzy kupią każdy bajer i nie zauważą żadnego szwindlu. Parę błyskotek, parę frazesów, plus medialny pic i lakier… Co tam, podróbka czy nie, tłumy przyszły, cieszyły się, podziwiały. Chcieliście Europejczyków, byliśmy Europejczykami, chcecie Polaków Patriotów, będziemy Polakami Patriotami, tylko nie zabierajcie nam naszego ukochanego, umiłowanego koryta.

Wciąż wierzę, że oni się jednak przeliczą.

Czytaj także

 0

Czytaj także