Subotnik ZiemkiewiczaEuropa widziana pojedynczo

Europa widziana pojedynczo

Dodano
Subotnik Ziemkiewicza

Tyle słów o kryzysie imigracyjnym, niekiedy bardzo mocnych – a przecież sprawa jest bardzo prosta. Jeśli po jednej stronie rzeki mieszkają coraz liczniejsi, silni, młodzi, mający mnóstwo dzieci do wykarmienia, przyzwyczajeni do trudów i – last but not least – biedni, a po drugiej stronie coraz mniej liczni, starzy, słabi, wygodniccy, bezdzietni i bogaci, to ci pierwsi prędzej czy później przejdą rzekę i zmuszą drugich, by im swe bogactwa oddali. „Takie są odwieczne prawa natury”, jak to mówią w kultowym filmie Barei.

Uzasadnienie, dlaczego wyzucie starców z ich mienia jest czynem moralnym i godnym, wymyśli się bez trudu. Dajmy na to, takie, że biedni są ludźmi pobożnymi i uczciwymi, a bogacze degeneratami nurzającymi się w rozpuście. I że bogacze swoje bogactwa zdobyli nieuczciwie. Ukradli je przodkom biedaków, wycisnęli z nich przemocą w drodze kolonialnego wyzysku oraz niekorzystnych umów handlowych, zawartych ze skorumpowanymi tubylczymi rządami. W ogóle to te bogactwa nie są im potrzebne, bo przecież nie mają dzieci.

Mniejsza o szczegóły. Kto ciekaw, niech się nauczy języków dominujących na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce – na stosownych stronach internetowych i w gazetach znajdzie dość takich uzasadnień, nieodparcie logicznych i przekonujących. A komu się uczyć arabskiego nie chce, wystarczy, że sobie przypomni hasło Włodzimierza Iljicza: „grab nagrabliennoje”. 

Oczywiście, jeśli bogaci starcy są sprytni, mogą przez jakiś czas wykorzystywać skutecznie naturalną zaporę, jaką stanowi rzeka. Mogą – jak robili to Rzymianie czy Bizantyjczycy (którzy dla siebie samych też byli Rzymianami, to potomność wymyśliła używaną dziś nazwę) – skłócać biednych i skłaniać do walki pomiędzy sobą, rzucając wedle uznania co nieco ze swego bogactwa za takie czy inne usługi. Mogą przepuszczać przez graniczny most tylko ograniczoną liczbę wybranych, gotowych wykorzenić się ze starej tożsamości i przyjąć nową. Ale jeśli bogatych jest coraz mniej i są coraz starsi, a biednych coraz więcej i coraz bardziej świadomych swej siły i doznawanej niesprawiedliwości, wszystko, co się da wymyślić, będzie tylko opóźnianiem nieuchronnego.

Od ogółu do konkretu przechodząc: nie trzeba być prorokiem by przewidzieć, że kretyn, który piłuje pod sobą gałąź, w końcu spadnie na łeb. To, że coraz liczniejsza biedota z dawnych europejskich kolonii ruszy prędzej czy później szukać bogatszego i wygodniejszego życia na Starym Kontynencie, jak przed wiekami ruszyli Wandalowie, Goci i inni, było oczywiste. To, że jedynym, co może Europę ocalić przed podzieleniem losu Rzymu, jest powrót do wartości, które dały jej wielkość – też było dość oczywiste, i niektórzy, na czele ze św. Janem Pawłem II, wierzyli, że takie odrodzenie się dokona. Nie twierdzę, że jest to już niemożliwe, ale jak na razie Europa idzie w przeciwną stronę: jakby chciała wręcz oczyścić z siebie teren dla nowych mieszkańców i posprzątać ślady po cywilizacji wyrosłej z Grecji, Rzymu oraz Ewangelii.

Zróbcie Państwo proszę to, co robi każdy pisarz fantastyki – nie patrzcie na bieżący obrazek z nosem tuż przy nim, weźcie krok do tyłu i spojrzyjcie z dystansu, z perspektywy dziesięcioleci. Można się domyślać, jakie były przyczyny tego, że fala migracji nabrała takiej mocy akurat teraz, kto za tym stał, jakie pieniądze i interesy, jakie polityczne rachuby i medialne operacje zbiegły się. Ale przecież to jest tak jak z Arcyksięciem Ferdynandem: gdyby nie pojechał do Sarajewa, to znalazłby się inny kamień uruchamiający nieuchronną lawinę, bo wyścig zbrojeń, przekonanie o niemożności pogodzenia niemieckiej kultury z francuską dekadencją, anglosaskim krętactwem i rosyjską dziczą oraz powszechne oczekiwanie rozstrzygającego o dziejach ludzkości starcia po prostu musiały się skończyć tak, jak się skończyły. Parę milionów uchodźców koczuje od lat w krajach, które wreszcie uznały się za stosowne ich pozbyć i znalazły na to sponsorów, paręnaście milionów młodych mężczyzn nie ma w swoich krajach perspektywy znalezienia starego dochodu, stabilizacji i kobiet, a wszyscy oni oglądają tę samą telewizję co my.  Oczywiście, fakt że Unia Europejska wpadła w ręce lobbystów, krótkowzrocznych biurokratów i nawiedzonych ideologicznie idiotów pogarsza jej sytuację, ale na dłuższą metę nawet genialne przywództwo nie uchroni Zachodu przed wypiciem piwa, które warzy od wielu dziesiątek lat.

Nie sądźcie Państwo, żebym pisał to wszystko aby was dołować i bawić się, jak klasyczny „gęgacz”, darciem szat i ubieraniem w kunsztowne frazy konstatacji, że wszystko stracone i nic się nie da zrobić. Owszem, wszystko stracone – ale nie przez nas. To nie do nas przecież wybierają się te głodne tłumy, nawet jeśli niefortunnie ustawimy się im na drodze.

Czy pamiętacie Państwo „Paragraf 22”? Jest tam scena w szpitalu z Żołnierzem, Który Wszystko Widział Podwójnie. Yossarian zauważył, że ten żołnierz jest z racji swej choroby traktowany tak, jak on sam chciał być traktowany, i dlatego naśladował objawy jego choroby. Aż do momentu gdy Żołnierz Który Wszystko Widział Podwójnie umarł. „Wtedy Yossarian uznał, że tu ich drogi muszą się rozejść” i zaczął krzyczeć „widzę wszystko pojedynczo!!!”

Otóż nadchodzi czas, kiedy nasze drogi z Unią Europejską powinny się zacząć rozchodzić. Potrzebowaliśmy członkostwa w niej z wielu względów, wśród których nie ostatnim był fakt, że gdyby nie ono, już by w Polsce ani jedna gazowa rurka nie należała do nas (przypominam, stosowną kapitulację podpisać rząd Tuska w 2009). Potrzebowaliśmy i nadal potrzebujemy uczestnictwa w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Nie potrzebujemy politycznych struktur UE, ale udział w nich jest ceną, jaką płacimy za to, czego potrzebujemy. Ponieważ od lat Polska rządzona jest przez lobbystów, krótkowzrocznych biurokratów i nawiedzonych ideologicznie idiotów, płacimy niepotrzebnie za dużo – ideału, jakim jest status Norwegii, Polska przy obecnym potencjale oczywiście osiągnąć nie mogła, ale można było zrobić więcej, by się do niego zbliżyć.

Teraz rozpoczyna się długotrwały proces, w którym polski interes narodowy wymaga, by nasze drogi z Unią Europejską zaczęły się rozchodzić, dokładnie tak samo, jak drogi Yossariana i Żołnierza Który Wszystko Widział Podwójnie, i dokładnie z tej samej przyczyny.

Powtórzę – to proces, powolny i długotrwały, a nie jednorazowe „bum”. Nie musimy i wręcz nie powinniśmy robić rzeczy gwałtownych. Ale powinniśmy wszelkimi sposobami podtrzymać obecną niechęć migrującej biedy do osiadania w Polsce, i szykować się na przyjmowanie niebawem białych (białych kulturowo, bo pierwszymi będą zapewne zeuropeizowani potomkowie dawnych imigrantów, którzy najbardziej mają powody bać się napływowych barbarzyńców), bogatych i wykształconych specjalistów z demolowanych przez islam państw zachodnich. Tak, jak kiedyś czyniło to dawne Królestwo Polskie a potem Rzeczpospolita Obojga Narodów, zawdzięczając owym przybyszom wiele ze swej potęgi.

Bardzo proszę siły polityczne, które dochodzą do władzy, i te, które rosną w rezerwie, na wypadek gdyby te pierwsze w ciągu kilku następnych lat nie dały sobie rady, aby solidnie nad tym codziennie myślały, i aby nie przesłaniały im historycznego procesu bieżączki.

/ atr

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (11 na 12 października) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (13 października). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.

Czytaj także