Głowy do góry

Dodano
Subotnik Ziemkiewicza

Dla Amerykanina słowa „go west!” ciągną za sobą mnóstwo skojarzeń. Przede wszystkim weszły do historii jako zawołanie pionierów, a ściślej, hasło nawołującej do kolonizowania „starego” (po naszemu „dzikiego”) zachodu władzy. Może pamięta ktoś kapitalny film „Wielki Mały Człowiek” i scenę, w której załamanemu po totalnym bankructwie bohaterowi generał Custer mówi: „chłopcze, jedź na Zachód!” – jak cały ten film, utkany z mało dla Polaka zrozumiałych odwołań historycznych i kulturowych, była to scena bardzo symboliczna. Z tym, że także bardzo ironiczna, bo i film, i książka na podstawie której powstał scenariusz, pochodziły z czasów, gdy Ameryka zaczęła swoją własną historię mocno przewartościowywać i to, co kiedyś było wzniosłe i heroiczne, uznawać za wstydliwe i śmieszne. Hasła „go west” zaczął szyderczo używać rodzący się homoseksualny ruch „balujących” czy też „beztroskich” (pojęcie „gej” jest w zasadzie nieprzetłumaczalne i dla przeciętnego Polaka niezrozumiałe – słownikowo to „wesołek”, ale nie chodzi o żartownisia, tylko o kogoś, kto prowadzi „wesołe” życie, myśli tylko o zabawie). I koniec końców zaczął być ten zwrot nacechowany pejoratywnie, w najlepszym wypadku żartobliwie. Jeśli powiedzieć dziś do prostego Amerykanina „go west!”, odbierze to jak Polak „bujaj się”; a znowu że coś „poszło na zachód” znaczy tyle, co „poszło się czochrać” czy zgoła „zdechło”.

Przepraszam, że strzelam z armaty do Muchy (cóż za gra słów, he, he) ale dobrze czasem wykazać, że stara zasada naszych babć „nie próbuj udawać mądrego używając słów, których nie rozumiesz” była bardzo dobra. Ktoś z PO postanowił się wymądrzyć, wymyślając wyborczą reklamę z hasłem „Go West – idziemy na zachód” i nawet do głowy mu nie przyszło, że zwrot, z którym Ewa Kopacz miała objeżdżać w ten weekend zachodnią Polskę ma wiele znaczeń, z powodu których na slogan dla partii zupełnie się nie nadaje. Cóż zresztą mógł ten ktoś wiedzieć, skoro nie rozumiał nawet, że „go” to tryb rozkazujący, więc nie znaczy „idziemy na zachód” ale „idź” czy też „ruszaj”. Takie hasło sugeruje więc niedwuznacznie wyborcom, że mają wyp… do ciepłych krajów, a, o ile pamiętam, osiem lat temu PO obiecywała właśnie coś dokładnie odwrotnego – że będą mogli stamtąd wracać.

Gdy internet zaniósł się śmiechem, PO zaczęła się z zaplanowanej kampanii wycofywać rakiem i zapewniać, że to wszystko nieprawda, fejk i w ogóle. Słabo w to wierzę – portal 300polityka.pl który pierwszy o planowanej rekonkwiście w zachodnich województwach informował ma w PO raczej dobre źródła. Poza tym rzecz pasuje doskonale do innych działań partii rządzącej, które ująłem w haśle „zanik rozumu w Platformie Obywatelskiej”.

Swoją drogą, sam fakt, że na dwa tygodnie przed wyborami pani premier rusza w objazd po województwach uchodzących za matecznik partii rządzącej jest znakiem dobitnym – bo, wedle sondaży, w których pytaniem jest już tylko, czy PiS zyska większość samodzielną, czy też będzie potrzebował koalicjanta albo wyciągnięcia jakiejś grupy z innego klubu, także zachodni pas pegieerowski władza już utraciła.

Nieskromnie przypomnę, że przewidywałem taki efekt. PO tak się skupiła na mobilizowaniu elektoratu wielkomiejskiego, którym zawsze miło się jej było chwalić, że zupełnie zapomniała jak wiele ze swej dotychczasowej siły zawdzięczała wyborcom małomiasteczkowym i pegeerowskim właśnie. Ba, różni „eksperci” wmówili jej, że PiS to wiocha i prowincja, wbrew mapie wyborczej, na której zwłaszcza w pegieerach Bronisław Komorowski zebrał niemal tyle głosów, co w Zakładach Karnych. Więc PO pod światłym przewodem Ewy Kopacz poszła w in vitro, uzgadnianie płci i inne równie ważne dla tzw. prostego Polaka tematy. Mało tego – przekonała tego prostego Polaka, że PiS „będzie się mścić”. To naprawdę wspaniały prezent dla PiS: PO myśląc, że swe zaplecze zmobilizuje, skutecznie je poraziła strachem. No bo jeśli ma przyjść nie jakaś tam poczciwa Szydło, ale ten straszny Macierewicz, żeby się mścić, jeśli PiS zniszczy demokracje rozwiązując sejmiki, dobierze się geszefciarzom do geszeftów i tak dalej – to chyba tylko idiota będzie się teraz podkładał pod tę zemstę, prawda? W efekcie, gdy teraz w miasteczku pojawia się wyborczy furgon Ewy Kopacz, cała obsada miejscowego ratusza i urzędów, nie mówiąc o lokalnych biznesmenach, bierze zwolnienia lekarskie albo rozpierzcha się jak przed najazdem wikingów, aby zaś nie strzelono im z premier-przewodniczącą PO fotki. Jakiej się w takiej sytuacji można spodziewać aktywności „na dole” na ostatniej prostej kampanii, nie muszę chyba wyjaśniać.

Kolejne śmieszności kampanii PO raczej już tylko dostarczają beki i tak przekonanym, niż coś zmieniają – udział premier w „marszu przeciwko dopalaczom” to przecież kolejne objazdowe kuriozum, czekam jeszcze, żeby poszła, najlepiej z całym rządem, w marszu przeciwko kolejkom w służbie zdrowia, a pani Terenia niech urządzi marsz przeciwko przestępczości (ze „Sznurkiem” i jego kompanami – czemu nie, Aneta K. była wszak ongiś honorowym gościem manifestacji feministek na 8 marca). Ale na poziomie strategicznym po prostu trudno ruchów władzy nie podziwiać. Po spektakularnej klęsce na własne życzenie, jaką było nieudane postawienie Ziobry przed Trybunałem Stanu (skądinąd każdy wynik głosowania byłby dla PO zły, nie sposób pojąć, co im  odbiło, by po latach znowu ten kotlet odgrzewać) śmiało ruszyła PO ku kolejnej klęsce na własne życzenie. Na miejscu pani Kidawy Błońskiej każdy człowiek posiadający rozum policzyłby, ile głosów miała ustawa o uzgadnianiu płci i ile trzeba do uchylenia prezydenckiego veta (fakt, tego pani marszałek nie wiedziała, co okazało się publicznie), po czym by oznajmił: niestety, w Sejmie roboty mamy huk i przed końcem kadencji nie ma o podjęciu tej sprawy mowy.

Pani marszałek postąpiła odwrotnie, i dopiero po czasie pokapowali się w PO, że przegrają kolejne głosowania – więc zaczęli ściemniać i kręcić w komisji, co tylko jeszcze bardziej ich pogrąża.

To nie koniec, bo wybór przez Sejm nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego na podstawie ustawy nawet przez „Wyborczą” nazwanej „skokiem na Trybunał” i zlekceważenie poważnych wątpliwości prawnych dotyczących tego wyboru otwiera kolejny rozdział grillowania PO przez prezydenta Dudę. Oczywiście, nie uzna on wyboru dwóch „nadmiarowych” sędziów i nie przyjmie ich ślubowania, a argumenty ma mocne. PO natomiast – żadnego, bo „chcieliśmy oszczędzić fatygi następnemu Sejmowi, który mógłby nie zdążyć” to doprawdy zbyt oczywisty wykręt. Żeby tefałeny i lisy nie wiedzieć jak się uwijały, nie zdołają zatrzeć wrażenia, że PO chce na odchodne ochronić swe przekręty przed śledztwem (przeciętny wyborca słabo się orientuje, czym się zajmuje Trybunał Konstytucyjny i co go różni od prokuratury, może poza tym, że działa). A i zatrzeć takiej afery czy jej przykryć łatwo się nie da. Zwłaszcza, że „akcja Macierewicz” pokazuje, iż władza naprawdę nie ma już niczego w zanadrzu. Pewnie znajdzie jeszcze jakiegoś radnego z PiS który coś tam napisał czy powiedział albo ktoś napisał że on coś powiedział, i będzie z tego autoryteckich lamentów na tydzień, pewnie będzie usilna praca, żeby znaleźć jakąś wypowiedź Kaczyńskiego o Smoleńsku, może na koniec znowu wymyśli się jakiś lipny zamach na panią premier, ale ogólnie idzie wszystko w dobrą stronę.

Geniuszom z PO, na czele z jej szefową, naprawdę jest czego gratulować. I z czystym sercem można Platformie powiedzieć: głowa do góry! Dodając w myślach: „jak rzekł kat do wieszanego”.

/ atr

Czytaj także

 0

Czytaj także