Subotnik ZiemkiewiczaMała Szkocja. Bardzo mała.

Mała Szkocja. Bardzo mała.

Dodano

Bardzo miło ze strony Baracka Obamy, że fatygował się przez pół świata wyłącznie po to, by wyrazić zaniepokojenie stanem demokracji w Polsce. I jeszcze ubogacić nas przy tym paroma niebanalnymi uwagami, że demokracja „to je dobre”, a niezależność sądów konstytucyjnych i wolność słowa to właśnie te wartości, dla których NATO istnieje i których broni. Dobrze, że to nasz prezydent wziął tę rozmowę na klatę, bo inaczej mógłby się Barack Obama podzielić swymi przemyśleniami o praworządności i wolności słowa z premierem Erdoganem, na przykład. A ten z kolei mógłby wtedy uznać, że pomylił sojusze i zawinąć się razem ze swą, było nie było, drugą po USA natowską armią.

Wielka szkoda, że prezydent Duda nie stanął na wysokości zadania i na okazaną przez gościa troskę o nasze sprawy nie odpowiedział odpowiednimi wyrazami zatroskania o demokrację amerykańską. Co mu szkodziło odpowiedzieć grzecznością na grzeczność? Obamie byłoby na pewno miło, że ktoś oprócz niego martwi się, na przykład, trwającą od miesięcy obstrukcją przy uzupełnianiu składu Sądu Najwyższego, że Polacy zauważyli zapowiedź zablokowania Kongresu przez deputowanych Partii Demokratycznej, chcących ta bezprawną metodą wymusić na parlamentarnej większości ustawę trzykrotnie już w demokratycznych procedurach odrzuconą, że współczują, iż promowana przez Obamę kandydatka na prezydenta postawiła go w dość głupiej sytuacji okazując się skorumpowaną kłamczuchą. O problemach rasowych, w których dzięki polityce politycznej poprawności i „odwróconej dyskryminacji” udało się Amerykanom rozdmuchać emocje do stanu sprzed półwiecza już nie wspomnę.

Prezydent Duda stracił okazję by się nad tym wszystkim użalić – drugiej nie będzie, trudno.

Jestem przekonany, że nic nie interesuje i Obamy, i wszystkich innych przybyłych do Warszawy prezydentów i premierów, niż nasze polskie piekiełko wewnętrznych, plemiennych walk między stronnictwami. Dlaczego miałbym nie być o tym przekonany, skoro najwyraźniej wszyscy inni są? Zarówno ci, którzy uważają, że szczyt NATO to świetna okazja by błagać świat o potępienie pisowskiego reżimu, jak i ci, dla których jest to okazja do promowania pisowskiej narracji historycznej, a w szczególności uwypuklenia historycznej wagi tragedii w Smoleńsku i korekty zagranicznych notowań Bronisława Geremka?

Nie, nie chcę – mówiąc już poważnie – tworzyć tu fałszywej symetrii. Budowanie kultu Lecha Kaczyńskiego i narracji o „poległych w Smoleńsku” przez obecną władzę na siłę uważam za niemądre i przeciwskuteczne – gdyby w taki sposób wciskano młodzieży kult Żołnierzy Wyklętych, na pewno by się on tak nie upowszechnił. Usunięcie z wystawy o polskim członkostwie w NATO Geremka i innych polityków obozu przeciwnego uważam za małostkowe i niesmaczne. Ale obóz rządzący – zapewne dlatego właśnie, że jest rządzący i że mu sondaże rosną, co ułatwia zachowanie spokoju – tylko odpowiada pięknym za nadobne na histerię „totalnej opozycji” obalonych elit III RP. I daleko im w nagannych zachowaniach ustępuje.
Te ostatnie z zapałem starają się zbudować jakąś swoją, alternatywną Polskę, żeby nie mieć nic wspólnego z tą, która ośmieliła się olać ich wieloletnie pouczanie, strofowanie i straszenie, głosując tak, jak zagłosowała. Ludzie, którym kilka lat temu wydawało się, że mają i zawsze mieć będą Polskę na własność, skoro to poczucie stracili, chcą mieć przynajmniej swój kawałek. Kodomita wzywany jest już nie tylko do tego, by nie czytał, nie słuchał i nie oglądał pisowskich mediów, ale też, aby, na przykład, nie tankował na „pisowskich” stacjach – przy czym „pisowskie” jest wszystko, co państwowe.

Opisywałem to kiedyś na przykładzie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które wychowankowie i wychowawcy obozu III RP uważali za swoją niepodzielna własność, a gdy demokracja  zaczęła im tę własność zabierać – po prostu się obrazili i gremialnie wystąpili ze Stowarzyszenia, zdaje się zresztą, że w przekonaniu, iż bez nich ono po prostu nie będzie istnieć, a w każdym razie jego istnienie nie będzie ważne. Ten typ tak ma – oni sobie nie wyobrażają, że mogą mieć swojego wiceprezesa i trzech członków zarządu podczas gdy prezes i czterech członków zarządu jest nie od nich. Podobnie podchodzą do całej Polski. Nie może być tak, że kto inny rządzi, a my jesteśmy normalną opozycją i szykujemy się do kolejnych wyborów, jak w demokracji przystało. Jeśli już jest tak że nie rządzimy (ale jak to możliwe?! Przecież to narusza podstawy światowego ładu, powinny w tej sprawie interweniować Unia Europejska, USA, ONZ i przywrócić właściwy porządek!) to my zabieramy swoją Polskę i wychodzimy. Tak, jak to się marzy europejskiej lewicy po szoku brexitu ze Szkocją. Obóz III RP też chce być taką małą Szkocją (bardzo małą) która wyjdzie z pisowskiej Polski i pozostanie w Niemczech, to znaczy, przepraszam, w Unii. Tylko patrzeć, jak w ślad za wskazaniami do bojkotowania pisowskiej państwowości pójdą zachęty do osiedlania się przez kodomitów w określonym regionie kraju i rugowania stamtąd pisowców.

Ta mała Szkocja w budowie doznała po słowach Obamy prawdziwego orgazmu – choć w sumie Obama powiedział coś tak obłego, że można jego słowa uznać równie dobrze za potępienie PiS, jaki za udzielenie mu poparcia. Głosy takie, jak ubolewanie Hołdysa, że wprawdzie Obama „podbił Dudzie oko” (?) ale „sankcji nie będzie” należą do rzadkości. Co prawda szczyt się, niestety, odbył, co prawda Obama, niestety, przyleciał, co prawda, niestety, spotkał się z pisowskimi władzami i prezydentem, wszystkim podał rękę, a z Dudą odbył nawet długą rozmowę w cztery oczy – ale w chwili gdy już się wydawało, że wszystko przepadło, nagle tych parę dyplomatycznych zdań i nabudowana wokół nich propaganda wyciągnęła antypis z otchłani klęski. Właśnie dlatego cały agitprop poprzedniej władzy stara się teraz stworzyć wrażenie, że to te słowa były jedynym sensem całej imprezy i przyjazdu do Polski wszystkich tych prezydentów i premierów z Obamą na czele. Tak, jak to napisałem na wstępie niniejszego felietonu.

Wstępie, który – wyjaśnię na użytek czytających mnie służbowo funkcjonariuszy agitpropu – miał charakter głęboko ironiczny. Niech poszukają w słowniku, co to znaczy.

/ atr
 0

Czytaj także